Patentowanie… Można to lubić albo nienawidzić albo jedno i drugie naraz.

15.08.2021

Patentowanie…

Można to lubić albo nienawidzić albo jedno i drugie naraz.

Przedstawiam Wam historie pewnego jednodniowego wyjazdu.

Wyjazd na jeden dzień w skały ze Szczecina to zawsze szalony pomysł, 10 godzin jazdy autem i  4 godziny wspinania, wcześnie się wstaję późno wraca ale czego się nie robi żeby podtykać  skałę  a ma się mało czasu.

Decyzja o wyjeździe na jeden dzień podjęta, spakowana  i gotowa do drogi, trochę nie wyspana ale to nic, przecież jedziemy w skały dobrze się bawić 😀 Tym razem wybrany jeden projekt któremu  chce poświęcić czas.

Bald JOGA 7B, od zawsze mi się podobał , kilka osób polecało, mówili bald dla Ciebie, zrobisz.

W związku z tym (niestety ) jechałam już z jakimiś nastawieniem i oczekiwaniami ( to nigdy dobrze się nie kończy).

Po 5 godzinach jazdy, docieramy na miejsce, pełna  podekscytowania podchodzę pod skały. Trudno mi się skupić  na rozgrzewce, zarówno ogólnej jak i wspinaczkowej. Kilka łatwiejszych baldów (dosłownie 2 ;), wstawka coś trudniejszego i myśli pt.: szkoda marnować skóry. No dobra, może już pójdę  na tego balda i się wstawię.

Bez porządnej rozgrzewki, rozkojarzona z ogromną ilością myśli w głowie, oczekiwaniami, presją (głównie z własnej strony) podchodzę pod tego balda.  Jak już się pewnie domyślacie, to nie mogło skończyć się dobrze.

Na tym baldzie początek jest najtrudniejszy, jak dla mnie daleko wszędzie (jak na większości baldów bo z moim 159 cm wzrostu to wszędzie daleko, ale to już zaakceptowałam, że nie urosnę i muszę inaczej sobie radzić a nie narzekać).

Dotykam chwytów startowych, szukam stopni, ale daleko do następnego chwytu, tej pięty to chyba tak nie wrzucę (a przecież wysokie wstawienia nogi to ja lubię), narasta niepokój, negatywne myśli przychodzą do głowy… powinnam to zrobić, słaba jesteś, co Ty sobie myślałaś, że przyjedziesz i zrobisz. Próbuje się ogarnąć i skupić na ruchu, ciele i tym, że przecież jeszcze nawet dobrze nie spróbowałam. Oddaję kolejne wstawki, bez wiary i pomysłu po czy obrażam się na balda, na siebie i w ogóle… Tu pada dużo niecenzuralnych słów…

Dobrze, że chociaż jestem w lesie w którym jest pięknie i mam wyrozumiałych ludzi wokół siebie.

Trochę nie wiem co ze sobą zrobić bo to miał być cel tego wyjazdu, może nie sądziłam że go zrobię od zrazu  ale może chociaż będę blisko, poznam ruchy, przyjechałam przecież patentować.

Co tu teraz zrobić jak bald jest głupi a miał być tak fajny, taki pode mnie a on nie wychodzi…

Wiadomo przecież, sam powinien wyjść, prawda?!

Uspokoiłam się trochę i  wymyśliłam, że wstawię się w balda którego nie zrobiłam na wyjeździe w styczniu. Została mi na nim tylko końcówka, zabrakło mi wtedy trochę skóry, odwagi i pomysłu żeby wyjść na top. Pierwsza wstawka spalona, za bardzo chce, za mało skupienia. Wdech, wydech …

Choć próba spalona to pokazała mi, że mam więcej siły i zapasu niż w styczniu. Wdech, wydech, koncentracja na poszczególnym ruchu, precyzyjnie stopy, na spokojnie ale zdecydowanie i jest TOP.

Zadowolona po zrobieniu tego balda zerkam na moją JOGE i myślę, że dam jej jeszcze szanse…

Podchodzę już bez oczekiwań tylko z chęcią  poznania tego balda i znalezienia patentu dla mnie. Oddaję kilka prób i widzę światełko w tunelu. Analizuje ułożenie ciała, jak wygląda ruch, co muśże spiąć  a co rozluźnić. Z małą pomocą osoby spotującej robię cruxa i wiem że jak będę mieć więcej skóry i siły ( na świeżo ) to ten ruch jest do zrobienia. Kilka kolejnych wstawek utwierdza mnie w tym przekonaniu ( pomoc spotującego jest mniejsza, utrzymuje ruchy). Robi się późno, zdarte opuszki,  więc czas wracać do domu ale już wiem nad czym muszę pracować, co wzmocnić jaki ruch ćwiczyć na ściance.

Wiem też,

że obrażanie się na balda nie ma sensu 😀 ( na siebie zresztą też),

że do patentowania potrzebna jest cierpliwość , dobra rozgrzewka, koncentracja, odpoczynek między wstawkami i chłodna głowa.

Jako instruktor to wszystko wiem i powtarzam to swoim podopiecznym, pilnuje tego, jestem obok żeby doradzić i pocieszyć albo opieprzyć ale jeszcze jako Wspinaczka czasami o tym zapominam.

Instruktor też człowiek. Jest progres bo udało się nie zepsuć wyjazdu i na bieżąco wyciągnąć wnioski z kolejnych prób a nie zatracać się w beznadziejności. Nie miałam okazji wcześniej wstawiać  się  w trudne baldy, zawsze wstawiałam się w te które mam szanse zrobić albo powinnam zrobić. Teraz odważyłam się wstawiać  w te z literką B i okazuję się, że są do zrobienia (może nie robię ich od strzału ale nie są niemożliwe).  Nie musze się ich bać albo obrażać  na nie tylko próbować, wstawiać się ,spadać, próbować tak, siak, szukać różnych rozwiązań, bez presji, oczekiwań.

Wyjechałam z ogromną motywacją do treningu (nie tylko fizycznego, nad psyche też można pracować) i filmikami do analizowania 😀

Teraz tylko trenować i zaplanować kolejny wyjazd na kamyki yyy to znaczy baldy, baldery…

 

Jakoś to określenie ” baldery” do mnie nie trafia, a Wam się podoba?

Jakie Wy macie doświadczenia z patentowaniem?

 

Zostawcie komentarz na FACEBOOKU lub INSTAGRAMIE

Zachęcam też do kliknięcia OBSERWUJ  strony ROCK YOUR BODY NA FACEBOOKU żeby być na bieżąco z informacjami.

Ola