WSPINACZKA NIE JEDNO MA IMIĘ

CYKL OPOWIADAŃ O WSPINACZACH I WSPINACZKACH.

MAGDA

Lęk przed popełnieniem błędu, przed upadkiem, przed byciem drugim lub po prostu przed oceną od zawsze Ci towarzyszył, więc nadchodziła rezygnacja? Prędzej lub później, ale rezygnowałaś lub rezygnowałeś z czegoś co dawało Ci radość? W zasadzie, strach towarzyszy Ci do dziecka, ale teraz możesz zrezygnować z dorosłych powodów? Na przykład z braku czasu lub utraty motywacji? No cóż, nie jesteśmy sami. Nie jesteśmy nawet we dwoje.

W życiu pojawiają się sytuacje, gdy warto i trzeba rezygnować. Ale!

 

5 lat temu trafiłam na ściankę wspinaczkową, „do Trango”. Kompletnie nie wiedziałam co należy robić rękoma, co nogami, co stopami, a co głową. Z czucia ciała dominowało uczucie strachu. Zrobiłam kurs, dostałam uprząż, chodziłam od czasu do czasu – czasem było smutno, a czasem śmiesznie. Przestałam chodzić na ściankę, naturalnie, z braku czasu.

 

O wspinaniu przypominała jedynie cierpliwa, turkusowa Luna. I doczekała momentu, gdy postanowiłam we własnym życiu – nietoczącym się wokół mnie – mieć coś dla siebie. Już wtedy rozumiałam, że do rozwoju w dobrym kierunku niezbędny jest dobry nauczyciel. Zapisałam się na sekcję Rock Your Body. Rozpoczął się więc radosny okres rozmawiania z każdym, KAŻDYM, każdym o wspinaniu i skałach, który w zasadzie… nigdy się nie skończył. J

 

Ponieważ z talentów sportowych posiadam głównie upór, mozolnie uczyłam się pracy stóp, postawy czy chwytu otwartego. Wszystko pod czujnym okiem i wielkim sercem Oli. Dość szybko nauczyłam się natomiast dwóch ważnych zasad związanych ze wspinaniem:

 

  • Jeśli Twoje życie obfituje w kłopoty – gdy zbliżysz się do trudności wspinaczkowych owe kłopoty objawią się blokiem.

 

  • Jeśli Twoje życie obfituje w kłopoty – wokół wspinaczki możesz spotkać cudownych ludzi, którzy rozwiążą Ci 8ke, podadzą buty i dosypią magnezji, gdy będzie taka potrzeba. Zabiorą Cię też w skały i zostaną z Tobą na dłużej. Między innymi, dlatego warto spróbować wspinania i nie odpuścić nie wcześniej niż przed 100 myślą „to nie dla mnie”.

 

Warto pamiętać, że każdy ma swoją własną drogę rozwoju we wspinaniu. Moja wyłożona jest odkryciem miłości do ciężkiego treningu i braku miłości do projektów na panelu. W konsekwencji – zaakceptowaniem potrzeby restu. I najważniejsze – zaakceptowaniem obecności strachu. Braku wielkich bicepsów wciąż nie zaakceptowałam Ola.

 

Dzięki tej drodze (i chudym bicepsom), w upalny sierpniowy weekend znalazłam się na topie Tsunami – mojego najtrudniejszego jak dotąd projektu (VI.II+), będącego zdecydowanie poza moim ulubionym typem dróg. Gdy skończył się upór i pojawiały się myśli o rezygnacji, nie zabrakło wsparcia partnerów wspinaczkowych (o tak, mam ich kilku) i trenerki. A uporu i wsparcia potrzebowałam dużo na tej budzącej lęk (u mnie), przewieszonej, „bulderowej” i patenciarskiej (dla osoby o posturze niewysokiej uczennicy) drodze. Samodzielne rozpracowywanie sekwencji i kilkadziesiąt nieudanych prób kluczowego ruchu przyniosło dużą dozę wiedzy, pokory i radości. A także przemyśleń o tym, że … prawdopodobnie mam więcej ulubionych typów dróg, gdy już zaakceptuję obecność strachu. Będę je poznawać, jeśli tylko zdrowie nie pokrzyżuje planów.